Czy jedzie z nami maszynista?

Przyznaję się bez bicia: bestseller „Senk ju vor träwelling” wydawnictwa, w którym pracuję, uważałem zawsze za grubą przesadę. Książka jest zbiorem anegdotycznych opowieści o tym, co może przytrafić się beztroskiemu klientowi Deutsche Bahn, który pełen zaufania do solidności niemieckiego przewoźnika wsiada do pociągu. Pomimo że nieobce są mi godzinne opóźnienia niemieckich pociągów, wysadzanie pasażerów w szczerym polu z poleceniem czekania na pociąg, który za dwie godziny tamtędy przejedzie, a także pędzący na złamanie karku przez korytarze sprzedawcy precli, których zatrzymać można jedynie wyskakując przed ich wózek (śpieszą się, bo muszą wysiąść na następnej stacji), a więc pomimo tego wszystkiego książkę uważałem – jak zaznaczyłem na początku – za przesadę. Do czasu. Jadę dzisiaj do Monachium. Siedzę w ICE z Berlina (do Stuttgartu mój pociąg z Fryburga dojechał z dwudziestominutowym opóźnieniem, dlatego spóźniłem się na IC, do którego miałem wsiąść w Stuttgarcie; następnym pociągiem w kierunku Monachium był właśnie ów ICE z Berlina). Na stację Augsburg Hbf zajeżdżamy z kilkuminutowym opóźnieniem. Drzwi się otwierają. Stoimy. Drzwi wciąż otwarte. Stoimy. Nagle zgłasza się głos z pociągowych głośników: „Uwaga, ważne pytanie: czy na pokładzie pociągu znajduje się maszynista z licencją 401? Powtarzam, czy na pokładzie znajduje się maszynista z licencją 401?” Chwila ciszy, a potem chóralny wybuch śmiechu, już nie w głośniczkach, ale na pokładzie. Zaczęły się spekulacje: otruli maszynistę. Wpadł pod pociąg. Zastrajkował. Znudziło mu się. Podłe przypuszczenia uciął głos z głośniczków, który zaanonsował: „Chciałbym wyjaśnić sytuację. Musimy poczekać z odjazdem, ponieważ maszynista, który miał dalej kierować pociągiem, jeszcze nie dojechał. Maszynista, na którego czekamy, prowadzi opóźniony pociąg jadący w kierunku Stuttgartu. Musimy teraz poczekać na pociąg i maszynistę, który dalej poprowadzi ten pociąg”. Niektórzy pasażerowi śmiali się dalej, inni przeklinali pod nosem przedłużające się opóźnienie (ciekawe dlaczego, przecież jest weekend? 😉 ). Nareszcie na tor kilka peronów dalej wtoczył się biały pociąg, a głos z głośniczka radośnie ogłosił: „Właśnie wjechał pociąg, na który czekaliśmy, jadący nim maszynista za chwilę przejdzie do naszego pociągu i ruszymy dalej”. Nie uwierzę, aż nie poczuję. Na razie wciąż stoimy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.