Tęsknota biur

Ostatnio znów często sprawdzam, czy biuro się przypadkiem za mną nie stęskniło. Nie, nie stęskniło się, nie ma szans. Szczególnie samotne noce z niedzieli na poniedziałek wypadają dla niego krótkie, wczoraj wyszedłem z niego o pół do jedenastej, a wróciłem już po ośmiu godzinach, o pół do siódmej rano.* Okazuje się, że częste wizyty w biurze to najlepszy sposób na walkę z syndromem niedzielnego wieczoru, gdy gorączkowo myśli się o tym, co przyniesie poniedziałek rano. Ja gorączkowo nie myślę, ja jadę do biura, otwieram na oścież drzwi balkonowe i rozkoszuję się wieczorem (a przy okazji przypominam sobie na przykład coś, co za moich szkolnych czasów nazywało się zajęciami praktyczno-technicznymi, czyli przycinam gigantyczną gilotyną kartki papieru).

___
* Właśnie uświadomiłem sobie, że w Niemczech przyznawanie się do takich rzeczy jest przestępstwem. Zaraz przyczepi się do mnie inspekcja pracy czy inna socjalistyczna bojówka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.