Protest w Berliner Zeitung

Wtorkowe wydanie Berliner ZeitungJutro, czyli 30 maja, „Berliner Zeitung” ukazać ma się w wyjątkowej formie. Wyjątkowej w najgorszym tego słowa znaczeniu: gazeta mieć będzie jedynie 12 stron, zapełnionych głównie doniesieniami agencyjnymi. Dlaczego?

W ten sposób pracownicy dziennika protestują przeciwko zmianie redaktora naczelnego tego najczęściej cytowanego w Niemczech medium. Od 29 maja redakcją kieruje Josef Depenbrock, dotychczasowy naczelny brukowca „Hamburger Morgenpost”. Jednocześnie nowy naczelny ma być udziałowcem wydawnictwa, co dziennikarze uważają za niedopuszczalne łączenie interesów dziennikarskich i biznesowych. Redakcja jest również oburzona sposobem postępowania zarządu wydawnictwa, które nowego naczelnego powołała bez konsultacji z pracownikami „Berliner Zeitung”. Powołując się na statut redakcyjny, dziennikarze skorzystali z prawa weta i uznali działanie metodą faktów dokonanych za łamanie nici zaufania na linii wydawnictwo – kolegium redakcyjne.

Awantura o „Berliner Zeitung” zaczęła na dobre już jesienią zeszłego roku, gdy wydawca „Berliner Zeitung”, Berliner Verlag, kupiony został – pomimo protestów pracowników i środowiska dziennikarskiego – przez fundusz inwestycyjny Mecom. Wtedy redakcja uspokajała czytelników, że nadal będzie trzymać się najwyższych standardów dziennikarstwa. Teraz pracownicy redakcji uznali, że jest to zagrożone i dlatego – jak piszą w liście do czytelników – całą swoją energię skierowali na obronę dziennika, przez co nie mogli przygotować kompletnego wydania gazety.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.