Wojny książkowe

Jeżeli cokolwiek mogłoby mnie zachęcić do napisania nowej notki, to tylko książki. Książki, jak wiadomo, trzeba nie tylko czytać, ale również przechowywać. A jeśli przechowywać, to również porządkować.

Postanowiłem wreszcie rozprawić się z tomami zalegającymi pod sufitem, na krześle w kuchni, na parapecie. Już kilka miesięcy temu zakupiłem regał hańby, który wstawiłem do piwnicy. Zniosłem tam wszystkie stare czasopisma (których wrzucić nie mogę, no nie mogę!), zostawiając przezornie miejsce na książki. Dzisiaj nadszedł czas rozprawić się z drukami zwartymi. W mieszkaniu fryburskim była to potyczka trzecia z rzędu (w Warszawie bitew było więcej, o czym na marginesie donosi ta notka).

Domowe wojny regałowe potrafią zwieść na manowce, jak pysznie opisuje to choćby Anne Fadiman. I nawet jeśli wojnę toczyć trzeba tylko z samym sobą, to łatwo nie jest.

Co wynieść do piwnicy?

Co wstawić do regału w kuchni, a co do regału obok biurka?

Czy w trakcie porządkowania zaglądać do książek?

Czy „Gorgiasza” postawić obok „De officiis”, czy obok „Wojen kultur”?

Jeśli „Samuel Zborowski” znajdzie się za blisko „Anatomii władzy”, to czy Rymkiewicz nie wyskoczy z szablą na Mistewicza, który będzie mógł bronić się tylko Twitterem?

Czy pożyczoną przed pięcioma laty książkę wstawić wreszcie tam, gdzie pasuje tematycznie, czy jednak ciągle kłaść okładką do góry na pozostałe książki, bo „przecież to nie moja, tylko pożyczona, zaraz oddam”?

Czy pożenienie Dehnela z Dostojewskim, Mannem i Goethem nie jest jednak mezaliansem?

I wreszcie: czy tych dwóch regałów nie mógłby wreszcie zastąpić jeden czytnik Kindle?

Święty Izydorze, patronie Internetu i digitalizacji, przyspiesz powiększenie oferty e-booków!

Jedna myśl na temat “Wojny książkowe

  1. nie wiem, jak z darem do porządków, ale masz Pawle niewątpliwy dar słowa 🙂 powodzenia w porządkach, mnie też to czeka, bo luby pewnie wprowadzi się z książkowym inwentarzem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.