Amazon i Apple grają w różnych ligach

Ostatniego dni sierpnia obiecałem, że zamieszczę obszerniejszą recenzję czytnika Kindle. Z obietnicy się nie wywiązałem. Nie wiem dlaczego, bo przecież już 7. września w „Bibliotece Analiz” zamieściłem takową recenzję. Oto i ona:

Pod koniec sierpnia Amazon rozpoczął sprzedaż trzeciej generacji czytników e-booków Kindle. Urządzenie jest lżejsze, cieńsze, szybsze i… tańsze od niemal wszystkich dostępnych na rynku e-readerów. Czy to reakcja na sukcesy tabletu iPad firmy Apple i walka o utrzymanie dominującej pozycji na rynku książki elektronicznej? Tak uważać mogą analitycy skupieni na wynikach finansowych, ja jako użytkownik obu urządzeń szybko zdałem sobie sprawę, że iPad i Kindle grają w różnych ligach.

Czym zatem różni się iPad od Amazon Kindle’a? A czym różni się czasopismo od powieści? Pierwsze ma wysokiej klasy kredowy papier, prezentuje szerokie spektrum tematów, a nad tekstem coraz częściej dominują zdjęcia, rysunki, infoboksy i wykresy. Książka beletrystyczna rezygnuje za to z błyszczącej powierzchni, skupia się na narracji, a jej treść jest co najwyżej uzupełniana elementami graficznymi. Podobnie jest z dwoma urządzeniami, które wywołują tyle emocji na rynku prasy i książki. Z iPada korzystam już od kilku miesięcy i muszę przyznać, że nie udało mi się jeszcze przeczytać na nim w całości żadnej książki. Inaczej jest z najnowszym czytnikiem Amazonu: od razu pierwszej nocy od deski do deski przeczytałem na nim średniej długości powieść.

iPad to urządzenie tworzące nieistniejący dotychczas rynek urządzeń mieszczących się pomiędzy smartphone’ami a netbookami. Używam go przede wszystkim do surfowania po Internecie, czytam pocztę, czasem słucham muzyki (choć do tego lepiej nadaje się kompaktowy iPod), a w podróży oglądam filmy. Przy okazji korzystam z tuzina spośród dziesiątek tysięcy aplikacji dostępnych w App Store. Tylko z powodu zawodowych zainteresowań w gąszczu wielu ikon na pulpicie zauważyłem iBooks, a więc aplikację do czytania e-booków. Jakość lektury mnie nie zachwyca: pełen refleksów ekran mocno rozprasza i na dłuższą metę męczy, a wybór tytułów w sklepie z e-bookami nadal pozostaje mizerny. Długiej lekturze nie sprzyja również waga urządzenia: jest ono niespodziewanie ciężkie i już po kilku minutach miałem wrażenie, że w dłoniach trzymam nie najmodniejszy gadżet wiosny, tylko tomiszcze Wielkiej Encyklopedii Powszechnej.

Książki na iPada można pobierać również jako samodzielne aplikacje bezpośrednio z App Store, ale w tym przypadku trudno mówić o produkcie, jaki znamy z czasów ery Gutenberga. Na przykładzie modelowej aplikacji „Alice in Wonderland” widać, jakie wyzwania stają przed wydawcami, chcącymi odnieść na iPadzie sukces ze swoim contentem: musi być on ubrany w dopracowaną szatę graficzną wzbogaconą o elementy graficzne, które można przesuwać palcami po ekranie lub wprawić w ruch, potrząsając iPadem.

Urozmaicanie e-booków elementami multimedialnymi prowadzi do rozproszenia uwagi czytelnika, dla którego linearność opowieści przestaje być atrakcyjna. iPadem powinni zatem raczej zainteresować się wydawcy edukacyjni, ponieważ łatwe wplatanie w tekst grafik, zdjęć, plików dźwiękowych i filmów otwiera zupełnie nowe perspektywy dla książek popularnonaukowych, dziecięcych i dla podręczników.

Klientom o bardziej tradycyjnym oczekiwaniom w stosunku do książki zdecydowanie bardziej do gustu przypadnie czytnik Kindle. Strategia Amazonu zakłada, że czytelnik ma zapomnieć, iż trzyma w ręku urządzenie elektroniczne. Trzecia generacja Kindle’a spełnia te założenie doskonale: urządzenie jest nadspodziewanie lekkie i małe, choć ekran wielkości książek Czytelnika z serii Nike jest wystarczająco duży do wygodnego czytania. Wyświetlacz został udoskonalony w stosunku do czytników poprzedniej generacji: nadal korzysta z technologii tuszu elektronicznego, ale odświeżanie strony trwa zdecydowanie krócej niż sekundę, a kontrast i jakość druku są lepsze niż w niejednej książce drukowanej na tradycyjnym papierze.

Mało intuicyjna jest nawigacja urządzenia, chociażby dlatego, że Kindle nie jest wyposażony w ekran dotykowy. To cena za ostrość wyświetlanego druku, którą jednak jestem gotowy ponieść również dla wszystkich innych pozytywnych cech czytnika. Zaliczają się do nich stały, bezpłatny dostęp do sklepu Amazonu z e-bookami, które tak jak w przypadku iPada ściągam bezpośrednio na Kindle’a, a także synchronizacja pomiędzy różnymi urządzeniami, na których korzystam z aplikacji Kindle. Trzeba bowiem dodać, że książki zakupione w Amazonie czytać mogę również na komputerze, a także na… iPadzie. Jeżeli lekturę powieści na komputerze skończę na stronie 73, to otwierając tę samą książkę na Kindle, również wyląduję automatycznie na tej stronie 73. Mogę również robić notatki na wygodnej, choć miniaturowej klawiaturze, a także dzielić się z pozostałymi użytkownikami Kindle’a najważniejszymi cytatami. W ten sposób widzę, które fragmenty książki przemawiają najbardziej do innych czytelników.

W czasie lektury mojej pierwszej książki na najnowszym Kindle, od pewnego momentu rzeczywiście nie zwracałem już uwagi na to, że trzymam w ręku urządzenie elektroniczne, a nie tradycyjną książkę. Co więcej, szybko uznałem przewagę czytnika Amazonu nad wydaniami drukowanymi. Gdy następnego wieczoru zabrałem się za czytanie bestsellera w twardej okładce, moje nadgarstki szybko odczuły ciężar, którego nie doświadczałem poprzedniego wieczoru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.