Rachuba książek

Warto porządkować swoje książki, nawet jeśli wydaje się, że są doskonale uporządkowane. (Moje nie są, ale czasem może się tak wydawać). Dzisiaj zdecydowałem się na piątą z kolei, radykalną zmianę ustawienia książek w moim warszawskim mieszkaniu, wynikającą ze zwiększenia powierzchni regałów. Wyjmując książki natrafiłem na „Die Vermessung der Welt” Daniela Kehlmanna. „Hmm, skąd ja ją mam” – podumałem przez chwilę i doszedłem do wniosku, że dostałem ją od Niny Klein. Odłożyłem tom na kupkę z beletrystyką, chwyciłem następną książkę („Brokat w oku”, chyba niewartą specjalnego wspominania, choć z autorem przeprowadziłem kiedyś miłą rozmowę dla Radia Kampus), by w następnej kolejności wziąć wolumin o tytule „Rachuba świata”. Popatrzyłem ze zdziwieniem na książkę, bo z niczym jej nie kojarzyłem i nie miałem pojęcia, skąd znalazła się w moim domu. Przejrzałem kilka stron, stwierdziłem, że to beletrystyka, i odłożyłem na stosowne tymczasowe miejsce na stole. Już miałem chwycić kolejną książkę, gdy coś zaczęło mi świtać. Rachuba świata, hmm, Vermessung der Welt, hmm, tam na okładce Daniel Kehlmann, tu… też. Acha, a więc mam tę samą książkę i po niemiecku, i po polsku. A nie przeczytałem jej w żadnym wydaniu. Natychmiast przypomniałem sobie żale Beaty Stasińskiej, redaktor naczelnej W.A.B., że nawet najlepszej niemieckiej literatury w Polsce nikt nie chce czytać. Cóż, najwyraźniej i w odniesieniu do mnie jest w tym wyrzucie element prawdy. Zwłaszcza że polskie wydanie „Rachuby świata” dostałem najpewniej od działu promocji W.A.B. No to już wiem, co czytam dzisiaj wieczorem.

Jedna myśl na temat “Rachuba książek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.