List

– Chciałbym odebrać polecony, tutaj jest awizo i mój dowód.

– Już szukam – pani w okienku ochoczo zabiera się do przeszukiwania listów w drewnianej skrzyneczce. Po dwóch minutach:

– Tutaj nie ma. Poszukam na zapleczu.

Po chwili z zaplecza wychyla się głowa pani i krzyczy:

– A to może być większa przesyłka?

– Może – odpowiadam zgodnie z prawdą, bo przecież może.

Po chwili:

– Panie, nie ma! A skąd ten list jest?

– Nie wiem, ja nie jestem jego nadawcą, tylko odbiorcą – odpowiadam ponownie zgodnie z prawdą.

– No ale czy może być z Urzędu Skarbowego? – nie daje za wygraną głowa pani.

– Może.

Kolejna minuta pełna napięcia. Głowa znów się pojawia.

– To nie z Urzędu Skarbowego. A może z dzielnicy?

– Może z dzielnicy – zgadzam się ulegle.

– No jak to?! To pan nie wie, kto do pana wysyła listy? – głowa oburza się już nie na żarty.

– Cóż, zawsze wydawało mi się, że każdy może wysłać do mnie list – stwierdzam niemal filozoficznie.

– Ale przecież się wie, kto wysyła listy! – głowa pani najwyraźniej nie dopuszcza elementu niepewności na naszym świecie. W ustach pracownika Poczty Polskiej brzmi to podwójnie komicznie. Wreszcie po kolejnych minutach głowa wynurza się z zaplecza z listem.

– Z Urzędu Miasta – rzuca triumfalnie.

4 myśli na temat “List

  1. Pracownicy Poczty Polskiej muszą chyba przejść jakieś specjalne szkolenia zanim zostaną zatrudnieni… Mi się przypomina kierowniczka z UP Gdynia 14:
    „Poczta nie odpowiada za wysyłane przesyłki. To jest normalne, że przesyłki się gubią.”

  2. Swoją drogą, sortowanie listów na poczcie według nadawców a nie odbiorców to bardzo ciekawa metoda. Myślę, że to efekt wprowadzania jakichś innowacyjnych procedur jakościowych.

  3. Zabawna historia.
    Taki system bez wątpienia ma wiele zalet, chociażby pozwala pracownikom poczty lepiej poznać swoich klientów 🙂

  4. Mysle, ze tego rodzaju rozbrajajaca glupota jest miedzynarodowa. Wczoraj poszedlem do jednego z Torontonskich bankow, dumny jak cholera, bo odnosilem czek z wygrana w Lontario, zeby go naturalnie zdeponowac. Panienka w okienku przez dobre piec minut dopytywala sie czy ja jest to karta bankowa. Ja na to, a co za roznica, konto jest przeciez wspolne. No kobiecina wreszcie skapitulowala, jak zapytalem czy chodzi jej o to kto wbije numer pin. Po chwili podeje mi papier do podpisu, ktory grzecznie podpisalem, a dziewczatko przesowa karte w kierunku mojej zony i pyta: „czy to jego podpis?” Oboje z zona zaniemowilismy. Aha, jedynie co moze moglo ja usprawiedliwic to fakt, ze jestem niewidomy, a niektorzy ludzie nie wiedza jak z takim rozmawiac, ale zeby weryfikowac ze zona podpis, ktory wlasnie na oczach tej urzedniczki zlozylem… ta kobietka z poczty to przy kanadyjskiej poczwarze wiecej niz intelektualistka. Milego dnia wszystkim.
    Pawel.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.