Najnudniejsza dzielnica Berlina

W zeszłym tygodniu zaszedłem do dzielnicy Tempelhof, w której leży nie tylko zbudowane za Hitlera lotnisko, ale też ogromne osiedle małych domków jednorodzinnych. Wystarczy przespacerować się kilkaset metrów na zachód od lotniska, żeby wkroczyć w ulice, które przypominają jakąś prowincjonalną mieścinę, a nie dzielnicę metropolii. Gdy tylko wspomniałem nazwę Tempelhof mojej berlińskiej znajomej, która mieszka w Schöneberg, prychnęła ze złością, że od reformy administracyjnej sprzed pięciu lat są razem z tymi nudnymi wapniakami w jednej dzielnicy. No rzeczywiście, dzieje się tam niewiele. Właściwie to nic.

W centrum na placu, do którego gwieździście schodzą się wąskie uliczki, stoi kolumna z gniazdem bocianim.

Słup z gniazdem bociania.

Ta enklawa jest nieprzystająca do reszty Berlina nie tylko metaforyczne, ale również dosłownie. Nie ma tu ani jednej stacji metra albo S-Bahnu.

Dom jakich tu wiele.

Kościół, podobnie jak wszystkie domy, tonie w zieleni.

Wszystko tonie w zieleni.

Trzy młode panie szybkim krokiem przemierzały puste centrum dzielnicy, jakby chciały jak najszybciej dotrzeć do cywilizacji.

Centrum dzielnicy

Także w parku nie spotkałem żywej duszy. Nawet szpaki, tak popularne w innych berlińskich parkach, nie zaszczyciły Tempelhof swoją obecnością.

Pusty park.

4 myśli na temat “Najnudniejsza dzielnica Berlina

  1. I szybko nie bedzie. Albo wcale. Pamietasz, wtedy w biurze budowy dworca glownego zapewniali mnie, ze metro bedzie do konca tego roku. Pani rzecznik z BVG byla ostrozniejsza i wspominala o polowie 2007. Teraz mowi sie o koncu 2007 albo w ogole o rezygnacji z tego odcinka, bo i tak nikt by nim nie jezdzil. Zreszta berlinczycy najczesciej mowia na niego U 0,5 a nie U55.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.