Dzieci pojednania

Kuba wraz z żoną i czteroletnią córeczką mieszka w Berlinie od ośmiu miesięcy. Gdy dostał stypendium w niemieckiej stolicy, zwinął warszawskie mieszkanie i przeniósł się za Odrę. Ponieważ on chodzi na zajęcia, a żona do pracy, córeczka poszła do przedszkola. Pierwsze zdanie, jakiego nauczyła się w języku Goethego brzmiało „Geh weg!” („Idź sobie!”). Nie udało się ustalić, czy to córeczka potrzebowała tych dwóch słów do rozstawienia niemieckich koleżanek i kolegów po kątach, czy też było to powitanie, jakie jej zgotowano. Za to na wyższych szczeblach dość łatwo znaleźć winnych zachwiania procesu pojednania i zrozumienia polsko-niemieckiego.

W przeciwieństwie do p.o. prezydenta Marcinkiewicza nie obraziłem się na Berlin za to, że Erika Steinbach otworzyła wystawę „Wymuszone drogi”. Radziłbym panu Marcinkiewiczowi wziąć przykład z Młodzieży Wszechpolskiej, która nie tylko nie obraziła się na Berlin, ale nawet na otwarcie wystawy do niego pojechała. W czwartkowy wieczór grupka trzydziestu Wszechpolaków stanęła grzecznie naprzeciwko Kronprinzenpalais i przekonywała mieszkańców i turystów, że wizja historii prezentowana przez panią Steinbach jest nieprawdziwa (kliknij, aby posłuchać argumentów jednego z uczestników demonstracji). Panie premierze, pan przecież tak lubi brać przykład z młodych. Berlin na pana czeka!

Młodzież Wszechpolska protestująca na Unter den Linden.

4 myśli na temat “Dzieci pojednania

  1. miejmy nadzieje ze jeszcze trzy lata meczarni z PiS i ich popisami … niestety w obecnym czasie polska polityka zagraniczna siega marginesu … i dopuki ludzie nie zdejma klapek z oczow to bedzie to trwalo … bo to juz nie jest smieszne ale zalosne sorry , sam odwiedzilem podobna wystawa w Bonn byla ukaznana w neutralnym swietle i tu nikt nie prostowal
    LG aus Köln

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.