Reforma reformy z komplikacjami

Nowe wydanie słownika Duden

Słownik ortograficzny Duden to biblia języka niemieckiego. W sobotę 22 lipca ukaże się nowe wydanie, które ma przypieczętować trwającą od dziesięciu lat reformę niemieckiej pisowni. Problem w tym, że po ciągłych zmianach w ortografii mało kto orientuje się, co jest błędem, a co nie.

Jahna Mickle siedzi w punkcie informacyjnym na tle przeszklonej ściany największej księgarni w Berlinie, Dussmann KulturKaufhaus. Udziela mi odpowiedzi tą samą formułką, którą od tygodni powtarza kilkanaście razy dziennie: „W sprzedaży od soboty”. Delikatnym ruchem dłoni poprawia falujące długie włosy i dodaje: „Słownik Dudena będzie z pewnością bestsellerem. Wydawnictwo już dostarczyło nam setki egzemplarzy, teraz czekamy tylko na oficjalną premierę.” Potem z uśmiechem odwraca się do kolejnego klienta, na oko ucznia gimnazjum. „Czy jest już nowy Duden?” – pada pytanie.

Chyba żaden słownik ortograficzny nie wywołał dotychczas tylu dyskusji, co niedostępne jeszcze w handlu dwudzieste czwarte wydanie Duden. Rozesłany miesiąc przed premierą językoznawcom i dziennikarzom, stał się przedmiotem zażartych sporów. Te dyskusje nigdy by nie wybuchły, gdyby nie reforma języka z 1996 roku, która nakazała milionom Niemców zmienić swoje przyzwyczajenia językowe. I chociaż ustawodawca wspaniałomyślnie wyznaczył ośmioletni okres przejściowy, w którym obowiązują zarówno stare jak i nowe zasady, większość użytkowników języka nie pogodziła się z faktem, że „daß” pisze się teraz „dass”. Zresztą największe dzienniki, zarówno brukowy „Bild”, jak i poważny „Frankfurter Allgemeine”, do dzisiaj używają starej pisowni. Zmienią to dopiero 1 sierpnia, gdy w życie wejdzie… reforma reformy.

Do najnowszych zmian w ustawie z 1996 roku doszło po fali krytyki, z jaką wystąpili językoznawcy i zwykli użytkownicy języka. Niektóre landy posunęły się nawet do tego, że nie uznały reformy sprzed dziesięciu lat. Dlatego w marcu 2006 roku wprowadzono poprawki, a cała reforma w nowym kształcie ostatecznie będzie obowiązującym prawem od początku sierpnia. To zresztą nowość w Niemczech, bo jeszcze niedawno zasady pisowni nie były regulowane przez ustawę, tylko właśnie przez… prywatne wydawnictwo Duden. Ale pomimo że wydawany od 1880 słownik ortograficzny nie jest już oficjalną wyrocznią językową, to jednak Duden ciągle korzysta ze swojej uprzywilejowanej pozycji. W najnowszym wydaniu redaktorzy słownika postanowili więc polecać lepszą ich zdaniem formę w przypadku, gdy dopuszczalne są dwa sposoby zapisu. „Duden zazwyczaj sugeruje użycie dokładnie przeciwnej formy niż ta, która zdaniem Rady Pisowni Niemieckiej jest lepsza” – ubolewa profesor Theodor Ickler, językoznawca i zdecydowany przeciwnik całej reformy. Tyle że zalecenia Rady Pisowni Niemieckiej też nie są wiążące, bo jest ona stowarzyszeniem prywatnym, założonym niecałe dwa lata temu.

Dr Matthias Wermke, redaktor słownika Duden, broni prawa wydawnictwa do udzielania w słowniku wskazówek: „Polecamy te formy, które są najczęściej używane, które dobrze wyglądają graficznie i te, które są najprostsze. Dlatego w niektórych przypadkach sugerujemy użycie starej, ale dopuszczalnej według reformy wersji, a w innych jesteśmy za najnowszymi sposobami zapisu.” Ponieważ w tym całym galimatiasie łatwo się pogubić, wydawnictwo wprowadziło do słownika oznaczenia kolorami. Zmienione przez ostateczną reformę wyrazy drukowane są na czerwono. Gdy dopuszczalne są dwie formy – stara i nowa – wersja polecana przez Duden zaznaczona jest dodatkowo przez żółte tło. Trudniejszym wyrazom poświęcono drukowane na niebieskim tle ramki z poradami użycia i przykładami. Ta pstrokatość słownika nie odpowiada profesorowi Icklerowi: „Trzeba powstrzymać wydawnictwo Duden. Niedługo zabraknie im farb na palecie, a ich arbitralne decyzje, co jest poprawne, a co nie, prowadzą tylko do bałaganu w języku.”

Większość jej rówieśników ma problemy z nowymi regułami ortograficznymi

Faktycznie czasem można mieć wrażenie, że zreformowana reforma pisowni, dodatkowo korygowana przez Duden, służy tylko wydawnictwom, które co rok drukują nowe słowniki zgodne z aktualnie obowiązującymi zasadami pisowni. Steffi Heckendorf, ucząca niemieckiego obcokrajowców studiujących na berlińskim Uniwersytecie Humboldtów, współczuje poznającym obecnie język Goethego: „Panuje spore zamieszanie. Nie wiemy, czy kupować już nowe słowniki, czy może jeszcze coś się zmieni. Większość książek, nawet nowo wydawanych, pisana jest według starych zasad. Jak obcokrajowcy mają to wszystko zrozumieć?” – pyta retorycznie pani Heckendorf. Ale nie radzą sobie też niemieccy uczniowie, zwłaszcza ze szkół średnich, którzy pierwsze słowa w swoim życiu pisali jeszcze według starych zasad. Teraz za napisanie „Schiffahrt” mogą mieć obniżoną ocenę, chociaż jeszcze niedawno stosowane obecnie „Schifffahrt” było błędem. Steffi Heckendorf zauważa, że również starsze pokolenie nie przyjmuje zmian do wiadomości: „Uniwersytet regularnie dostaje listy od urzędników państwowych, które pisane są według starych zasad. Nie wiem, czy ci ludzie nie znają, czy też nie chcą używać nowych. Faktem jest, że według obecnych przepisów, cała ta korespondencja roi się od byków.”

W sobotę Jahna Mickle wreszcie będzie mogła wskazać klientom półkę z najnowszym wydaniem słownika ortograficznego Duden. Sama jednak z pewnością nie odważy się nikomu udzielić porady, która pisownia jest poprawna, a która nie. Każdy będzie musiał wywnioskować to samodzielnie, kartkując kolorowe strony nowego słownika.

Artykuł opublikowany na Bosko.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.