Duch

Gdy komentator w Radio Eins żartobliwie skomentował wynik meczu Polska-Niemcy słowami, że teraz papież jest po naszej stronie, w pierwszym odruchu chciałem się oburzyć. Potem pomyślałem, że jednak coś jest na rzeczy. Niemiecki papież nie zawołał publicznie, aby Duch odmienił oblicze tej ziemi, ale Duch najwyraźniej sam wie, co robić.

We wtorek wracałem z zajęć z niemiecką koleżanką, która wierzy, że w Heimacie wreszcie coś drgnęło. Jednym tchem wymieniła Mistrzostwa Świata, spadek bezrobocia o prawie jeden punkt procentowy oraz Niemca w Watykanie. Z wrażenia aż stanąłem. „Przecież nie chodzisz do kościoła. Jakie może mieć dla ciebie znaczenie papież?” – spytałem. „Wyobraź sobie, że ma. Widzę polepszenie klimatu społecznego, bo nagle okazało się, że są Niemcy, którzy potrafią odgrywać pozytywną rolę w międzynarodowej polityce”. No tak, papież to dla Niemców funkcja polityczna. Gazety o Benedykcie zawsze piszą w rubryce „Politik”.

Ale kościoły też się zapełniają. W Berlinie, stolicy ateizmu, hedonizmu i zła wszelkiego! Jeszcze półtora roku temu „Frankfurter Allgemeine” donosiła, że archidiecezja berlińska już pakuje manatki i przygotowuje do ogłoszenia upadłości. A teraz „Berliner Zeitung” ogłasza: „Chrześcijaństwo znów w modzie”. W Berlinie jest już 390 tysięcy katolików, siedem tysięcy więcej niż rok temu. W opustoszałych niedawno kościołach zaczyna brakować wolnych miejsc – i to wcale nie tylko w Polskiej Misji Katolickiej przy Südstern. Publicyści wskazują dwie przyczyny: B16 i WJT. Wybór Ratzingera na papieża i Światowe Dni Młodzieży w Kolonii.

Do ocieplenia klimatu społecznego przyczyniła się też piłka nożna. Młodzież wychowana przez nauczycieli z pokolenia roku ‘68 zbuntowała się i ku oburzeniu lewackich nestorów zaczęła okazywać patriotyzm. Od rozpoczęcia mundialu niemieckie flagi powiewają w tysiącach okien (najwięcej w dzielnicach tureckich, gdzie z dnia na dzień dokonał się cud integracji ludności napływowej z rdzennymi Germanami), wystają z co drugiego samochodu, pojawiają się na policzkach, włosach i nadgarstkach młodych Niemców. Nawet w stolicy krzyczą: „Berlin, Berlin, wir fahren nach Berlin” („Berlin, Berlin, jedziemy do Berlina“ – na finał mistrzostw, rzecz jasna). „Wir”, czyli my – Niemcy. Znów stali się narodem. Nawet jeśli nie zdobędą pucharu, to i tak wygrają. Od AD 2006 nie będą się już wstydzili wywiesić w oknie flagi państwowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.