Z pamiętnika młodej dziennikarki

Znalazłem stare minidyski jeszcze z czasów warszawskich, gdy przez pewien czas terminowałem w jednej ze stacji radiowych.

Mam tam dźwięki prezydenta (wówczas jeszcze tylko stolicy) Kaczyńskiego, który zwołanie konferencji prasowej uzasadnia następującymi słowami: „No więc proszę Państwa, no w zasadzie się nic nie stało szczególnego”. Już się nie musiał tak krygować, przecież wszyscy wiemy, że pan prezydent uwielbia spraszać do siebie dziennikarzy. Problem w tym, że gdy Kaczyński mówi, to ma się ochotę zejść. Albo przynajmniej nie wracać do redakcji, bo wyciąć z niego coś sensownego jest trudno. Choć ostatnio nieco się poprawił, a w zeszłym tygodniu udzielił niedzielnej Frankfurter Allgemeine całkiem sensownego wywiadu o… „Czarodziejskiej Górze” Tomasza Manna, której jest wielkim fanem.

W innym miejscu udokumentowana jest wizyta u zegarmistrza, bo potrzebowałem dzwoniącego budzika do materiału o bezsenności. Pan zegarmistrz żałował bardzo, że nie przyszedłem dzień wcześniej, gdy miał jeszcze duży, przedwojenny budzik. A teraz mogłem nagrać jedynie tandetę z lat osiemdziesiątych. Która notabene do materiału była odpowiedniejsza, bo kto ma w domach budziki przedwojenne? Za to „ti ti ti tiit” brzmiało swojsko dla każdego przeciętnego Polaka. Przeciętny Polak należał jeszcze wtedy do targetu mojego radia.

Dalej nagranie dźwięków wydawanych przez metro. Sonda o wprowadzeniu polskich znaków diakrytycznych do adresów domen. Rzecznik SPEC-u zapewniający o gotowości dostawy ciepłej wody do kaloryferów w sierpniu. Komendant policji tłumaczący się ze śmiertelnego wypadku spowodowanego przez mundurowych. Rzecznik Episkopatu zarzucający mi, że wmawiam mu, co ma mówić.

Ech, to były czasy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.