Niemcy to my

Współczuję Niemcom. Nie dość, że nie mogą wygrzebać się z niechlubnej przeszłości, to jeszcze od pół roku narażeni są na akcje, które mają wzbudzić w nich pozytywny patriotyzm. I to wcale nie patriotyzm konstytucyjny, jak by sobie tego życzył Habermas.

Zaczął niby to okazjonalnie, ale z pełną siłą rażenia brukowiec „Bild”. A właściwie to Kolegium Kardynalskie, wybierając Ratzingera na papieża. Na przekór powszechnemu sceptycyzmowi, tytuł flagowego dziennika Axela Springera krzyczał z radością 20 kwietnia: „Wir sind Papst”. Co dosłownie należałoby przetłumaczyć „jesteśmy papieżem”, a zgrabniej „papież to my.” Wkrótce każdy niemiecki katolik, a przynajmniej czytelnik „Bilda”, przyznawał się do bycia papieżem. W czasie Światowych Dni Młodzieży główny partner medialny imprezy – wydawnictwo Axel Springer, a jakże – rozprowadziło dziesiątki tysięcy plakietek z hasłem, które zdążyło zrobić już oszałamiającą karierę. Spytajcie teraz dowolnego Niemca: „Wer ist Papst?”, bez mrugnięcia okiem odpowie: „Wir sind Papst.”

Potem przyszły kampanie społeczne.

Pod koniec września wystartowała akcja największych niemieckich mediów, opatrzona wdzięcznym hasłem „Du bist Deutschland” („Ty jesteś Niemcami”). Piłkarze, dyrygenci, komedianci, krytycy literaccy, gwiazdeczki z okładek „Bravo”, dzieci w rowerowych kaskach na głowie – wszyscy przekonują, że ty, drogi odbiorco, jesteś Niemcami. I przypominają ci cały panteon niemieckich sław, z którymi możesz się identyfikować. A to Alberta Einsteina, a to Augusta Thyssena, a to Ludwiga van Beethovena. Na koniec dodają jeszcze – ty jesteś osiemdziesięcioma dwoma milionami. Nazywam się Milion, bo za miliony kocham i cierpię katusze.

Niemcy lubią sobie pośpiewać, więc pomyślano też o rozbudzaniu patriotyzmu w rytm muzycznych szlagierów. W pierwszy poniedziałek października w Poczdamie odbyły się centralne uroczystości z okazji Dnia Zjednoczenia. Impreza była standardowa: parady strażaków, występy zespołów ludowych, setki tysięcy ludzi. Oraz prezentacja wszystkich szesnastu landów, która w praktyce oznaczała prezentację warzonych w danym landzie piw. Hymnem i lejtmotywem zabawy była pompatyczna piosnka „Wir sind wir” („My to my”), która ma wzbudzić miłość do Vaterlandu. Osobiście powiedziałbym, że raczej do zaimków, ale z naszym potężnym zachodnim sąsiadem spierać się nie będę.

Prawdziwa eksplozja pozytywnej niemieckości czeka nas jednak dopiero jako wartość dodana do piłkarskich Mistrzostw Świata. Rząd federalny pełną parą rozpoczął kampanię „Land der Ideen” („Kraj idei”). W logo tej akcji flaga niemiecka zmieniła się w pompony cheerleaderek (lub kwiaty, jak twierdzą twórcy kampanii), a dziennikarze, którzy subskrybowali okazjonalnego newslettera, zasypywani są stertami pozytywnych informacji o Republice. Ale już niedługo i zwykli Niemcy mają się stać beneficjentami programu, choć według moich informacji rozdawania czarno-czerwono-żółtych pomponów nie przewidziano.

Wcale się nie dziwię, że wyniki testu Pisa są tak bezlitosne dla niemieckiej edukacji. Dotychczas każde niemieckie dziecko było uczone w szkole, że jest Niemcem, a jego flaga to trójkolorowe płótno. Teraz na plakatach spece od pijaru pokazują pompony zamiast flagi, a telewizyjne głowy twierdzą, że mały Hans jest całymi Niemcami. Dobrze, że dla małego Hansa nawet lektura „Bilda” jest zajęciem zbyt wymagającym. Bo jeszcze by uwierzył, że jest papieżem. A w historii Kościoła nie zdarzyło się jeszcze, żeby urząd na Stolicy Piotrowej kolektywnie sprawował cały naród.

3 myśli na temat “Niemcy to my

  1. Przesadzasz! Po prostu utożsamiasz hitlerowskie Niemcy z dzisiejszymi! STEREOTYPOWE MYŚLENIE

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.