Z ogródka do ogródka, z dachu na dach

Prawie miesiąc temu, w upalne, niedzielne popołudnie, byłem na wycieczce po Vauban, jednej z dzielnic Fryburga. Dokładniej rzecz ujmując, wycieczka była po dachach Vauban, a zawężając temat jeszcze bardziej, to po ogrodach, mieszczących się na tych dachach. Po dwóch ogrodach. A właściwie po jednym, bo drugi dopiero w planach. Mniejsza z tym; wycieczka była bardzo udana, a zorganizowano ją w ramach wspominanego już wcześniej festiwalu Festiwalu Zwanzig Null Fünf.

Vauban to dzielnica roszcząca sobie prawo do bycia najbardziej ekologiczną dzielnicą Fryburga, który rości sobie prawo do bycia najbardziej ekologicznym miastem Republiki. Najpierw poszliśmy do domu zaplanowanego i zamieszkiwanego przez architektów, promujących i projektujących domy pasywne. Sami sobie też zafundowali stosowny projekt i parę lat temu w centrum Vauban postawili drewniany, pasywny budynek, który wkrótce ochoczo zasiedlili.

Pasywny dom od frontu.

Na czym polega pasywność domu? Ano na tym, że budynek prawie nie potrzebuje zewnętrznego dopływu energii. Ściany zabezpieczone są trzydziestocentymetrową warstwą styropianu, okna mają potrójne szyby, a izolację dachu zapewniają wijące się po nim roślinki.

Skąd to wszystko wiem? Opowiedział nam to główny architekt domu, wyglądający jak Jack Nicholson. Pan Nicholson mówił zresztą dużo więcej. Na przykład to, że wymiana powietrza w mieszkaniach następuje nie przez okna (które oczywiście można otwierać), nie przez sztuczną klimatyzację, tylko przez naturalnie wymuszony obieg powietrza. Świeże powietrze wpada do przewodów wentylacyjnych i przepływa przez cieniutkie rurki, które sąsiadują z rurkami odprowadzającymi „zużyte” i nagrzane powietrze z mieszkania. Rurki te ułożone są na matrycy, na zasadzie przeplatanki – rurka z zimnym świeżym powietrzem – rurka z ciepłym zużytym powietrzem – rurka ze świeżym – rurka ze zużytym itd. W ten sposób architekci mają odzyskiwać 90% ciepła, które uchodziłoby wraz ze zużytym powietrzem. W razie, gdyby tego było mało, za matrycą znajduje się jeszcze specjalny dogrzewacz powietrza, skonstruowany na zasadzie chłodnicy samochodowej, tyle że grzejącej. Ale okazuje się, że prawie nikt – nawet w zimie – nie używa tego sposobu dogrzewania. Bo państwo architekci swoje mieszkania ogrzewają… kuchenkami i żelazkami. Zdaniem pana Nicholsona, wystarczy rozstawić deskę do prasowania i od razu w całym mieszkaniu robi się cieplej. A jeśli zaprosi się gości, to już w ogóle robi się jak w saunie. I wtedy co wrażliwsze na ciepło dzieci uciekają przed dom.

Dziecię przed domem.

Dom jest drewniany, pomimo że niemieckie prawo w czasie, gdy go budowano, nie zezwalało na budowanie budynków z drewna wyższych niż trzypiętrowe. Jednak socjeta architektów przekonała w jakiś sposób urzędników, że dom jest całkiem bezpieczny. Nicholson z uśmiechem starego wygi zapewniał nas – pewnie podobnie, jak urzędników – że w razie pożaru wypala się tylko jedno mieszkanie, a nie cały dom. Urzędnicy ulegli i od paru lat wolno stawiać w Niemczech czteropiętrowe drewniane chałupy. Na to zareagowali Szwajcarzy i zakrzyknęli, że skoro Niemcy mogą stawiać czteropiętrowe drewniane domy, to oni będą mogli stawiać pięciopiętrowe. I od niedawna mogą. Teraz niemieccy zwolennicy pasywnych domów lobbują na rzecz sześciokondygnacyjnych domów z drewna.

Na dach domu właziliśmy przez balkon pani z ostatniego piętra, która przyzwyczajona już jest to licznych wizyt ciekawskich mieszkańców Fryburga. Częstowała nas sokiem owocowym i ciasteczkami oraz zabawiała rozmową.

Na lekko skośnym dachu znajduje się ogród typu ekstensywnego, czyli dominuje mech, drobne trawy, niewielkie kwiatki i to, co się samo zasieje. Pszczołom to wystarcza.

Pszczoła na ekstensywnym kwiatku.

Raz do roku wszyscy mieszkańcy wspinają się na dach i pielą swoją dachówkę. Ogród nie robi imponującego wrażenia, ale według architektów jest idealną izolacją, choćby dźwiękową – w mieszkaniach nie słychać padającego deszczu.

Ekstensywny ogród na pasywnym domu.

Z dachu można się było rozkoszować się widokiem na resztę dzielnicy Vauban oraz na leżące za głównym budynkiem mniejsze domy, należące do tej samej grupy architektonicznej.

Domy z tej samej grupy, co dom pasywny. Zresztą też pasywne.

Po zwiedzeniu dachu domu pasywnego, wyruszyliśmy w kierunku drugiego punktu naszej wycieczki, czyli Sonnenschiff. Jest to potężny budynek, budowany przy głównej ulicy prowadzącej do Vauban. Na dachu tego biznesowo-usługowego kompleksu znajduje się kilka nadbudówek, przypominających sprzedawane w Obi drewniane szopy na narzędzia. Mieścić się w nich będą ekskluzywnyne apartamenty, których cena jednego metra kwadratowego odpowiada średniej rocznej pensji pracownika sektora prywatnego w Polsce. I właśnie pomiędzy tymi szopami powstaną ogrody. Te zieleńce będą intensywne, w związku z czym umieszczone zostaną na dość grubym podłożu. Roślinność ma być bardzo zróżnicowana – począwszy od rachitycznych traw, skończywszy na egzotycznych krzewach. Z tych ogrodów ekologiczni i bogaci Fryburczycy będą mogli podziwiać pobliskie pagórki i Solarsiedlung, skromną kuzynkę Słonecznego Statku.

Solarsiedlung z dachu Sonnenschiff

3 myśli na temat “Z ogródka do ogródka, z dachu na dach

  1. u mnie w mainz takie dachy sa np na lidlu, no i oczywiscie na akademikach:)

    pozdrawiam kolege z niemieckiego!

  2. Ciekawy artykul. Od pieciu lat mieszkam we Freiburgu i nie wiedezialam o tym projekcie, chociaz Vauban znam….. pozdrowienia z poludnia!:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.